Dopiero, co przeżyliśmy rozdanie Złotych Globów i jakie wrażenia???
Wielka gala, wspaniałe kreacje, gromkie owacje I niestety nieco przewidywalne werdykty, jak mniemam. Colin Firth, wspaniały. Urzekł mnie już rolą w Bridget Jones, a sweterek z reniferem czy innym łosiowatym powalił mnie na kolana, jego mina przy tym była nie do podrobienia.
Dostał Złotego Globa za rolę króla Jerzego VI. Rola ciężka, bo król był jąkałą, co nie jest łatwe do zagrania i na pewno wymaga wprawy, aktorskiego kunsztu. Poza tym ta klasa angielskiego gentlemana. Choć sam aktor nie ma tytułu szlacheckiego, ma w sobie lordowskie maniery, nieprawdaż?! Ta statuetka na pewno mu się należała. I to wydaje mi się przewidywalne. Od jakiegoś czasu nagrody przypadają tym, co grają postaci historyczne, zasłużone, bądź te, co zasłużyły się dla ojczyzny. Tak jakby szanowne jury odznaczało tychże za zasługi dla kraju czy narodu. Co oczywiście i absolutnie nie kwestionuje fantastycznej gry głównego bohatera w filmie “Jak zostać królem” - tak trzymać Panie Colin'ie.
No i Natalie Portman. Piękna, dodatkowo w ciąży, co moim zdanie dodaje kobietom (oprócz kilogramów) wspaniałej aury delikatności i zmysłowości. Kobiety w ciąży stąpają jakoby w chmurach skupione na swoim stanie i narodzinach potomka, reszta świata nie ma dla nich znaczenia i to jest w nich najpiękniejsze. No, no, ale nie o ciążach tu mamy temat.
Rolą w “Czarnym Łabędziu” pokazała swój kunszt. Zagrała baletnicę, neurotyczkę, anorektyczkę, żyjącą w świecie iluzji. Uprawiała sex sama ze sobą, schudła do tej roli 10 kg i nie potrzebowała dublerki do arii baletowych. Nic dodać nic ująć, piekno samo w sobie.
No i Robert De Niro, glob za całokształt. Czy ktoś się nie zgadza? Raczej nie. Ja uwielbiam Go od zawsze. Przystojny i tajemniczy. To przeszywające spojrzenie. Dreszcze, dreszcze I
i jeszcze raz dreszcze!!!
Ale jeszcze Michal Douglas, jego walka z rakiem to temat z pierwszych stron gazet. Jego siła i chęć życia wywołują podziw, oby się udało!